Zacznijmy! Wyzwanie #1 – niedoczytane książki.

IMG_4705

Pierwsze zadanie jakie sobie wyznaczam to: PRZECZYTANIE KSIĄŻKI!

Wiem banalne, ale… chcę zacząć od czegoś prostego i zobaczyć jak będzie mi to wychodziło : ) Proszę o wyrozumiałość. Wyzwania będą różne, jednak nie będę się rzucać na głęboką wodę, bo być może taka forma mobilizowanie siebie do działania będzie dla mnie ograniczająca i nic z tego nie wyjdzie. W związku z tym nie szalejmy. Małe porażki, w razie czego, łatwiej przełknąć.

Mam kilka książek nawet przeze mnie nie tkniętych, kilka pozaczynanych, trochę przeczytanych, parę takich, których raczej nie otworzę oraz, nie wiem ile, pożyczonych, o których nie mam pojęcia gdzie są i komu je pożyczyłam.

W tych kategoriach najbardziej irytują mnie te, które zaczęłam i ich nie skończyłam, chociaż są warte dokończenia. Czasami po prostu w trakcie czytania jakiejś książki dostanę kolejną na prezent lub ktoś mi jakąś poleci i już, ta którą czytałam idzie w kąt… Takich nieszczęśników mam niestety 9 sztuk. Nie wszystkie mam ochotę dokończyć, niektóre powinnam zacząć jeszcze raz, bo już nie pamiętam o czym była akcja, a reszta została porzucona na rzecz innej książki, chociaż zasługuje na dokończenie.

Oto moja lista książek niedokończonych:

Szczepan Twardoch – „Morfina”

Czytałam masę dobrych opinii, oglądałam wywiad z autorem i nie mogłam przejść obok tej pozycji obojętnie. Niestety na 579 stron przeczytałam 94 i nie pamiętam już przyczyny zaprzestania czytania. Zrobiłam to tak dawno, że zwyczajnie nie mogę sobie przypomnieć powodu. Żałuję tego, że nie dokończyłam tej książki.

J.R.R. Tolkien – „Hobbit”

Kupiona przed wejściem filmu do kin. Niestety nie zdążyłam przeczytać przed obejrzeniem premiery w kinie. Gdy już znałam historię ciężej mi się czytało. Na 349 stron przeczytałam 50, czego również żałuję.

George R.R. Martin – „Starcie królów”

Pierwsza cześć sagi mnie pochłonęła, pomimo wcześniejszego oglądania serialu. Druga została przeze mnie przeczytana do połowy i wydaje mi się, że najprawdopodobniej przeprowadzka pokrzyżowała mi plany dalszego czytania, bo książka wylądowała gdzieś w kartonie, później o niej zapomniałam, a potem znalazła się na półce w nowym miejscu. Na 915 stron przeczytałam 442. Nie wiem czy nie lepiej byłoby zacząć czytać ją jeszcze raz, bo została przeze mnie porzucona ładnych kilka lat temu, z drugiej jednak strony jestem na bieżąco z serialem, więc w historii się raczej nie zgubię… Nie wiem jak ją sklasyfikować…

James Fray i Nils Johnson-Shelton – „Endgame”

Książkę dostałam w prezencie. Dobrze się ją czytało, momentami ciężko było się z nią rozstać. Lekko napisana, skierowana raczej dla młodzieży. Przerwałam czytanie, bo w moje ręce wpadła jakaś inna pozycja, przed którą nie mogłam się oprzeć. Zdecydowanie żałuję niedokończenia. Na 496 stron przeczytałam 214.

Stacey O’Brien – „Sowa Wesley”

Z wykształcenia jestem biologiem środowiskowym, więc historia mocno chwyciła mnie za serce. To autentyczna opowieść autorki o jej przygodzie z przygarniętym pisklęciem Sowy Płomykowej : ) Powodem przerwania czytania była kolejna przeprowadzka i pewnie jakaś kolejna książka, która wpadła w moje ręce. Zdecydowanie dokończę tę pozycję. Na 239 stron przeczytałam 111.

Dan Brown – „Angels & Demons”

Anglojęzyczne wydanie, które zaczęłam czytać ze względu na chęć podszkolenia się w angielskim. Na 620 stron przeczytałam 111. Myślę, że ją dokończę, ale nie jest to ani mój priorytet ani szalone wyzwanie.

Jo Nesbo – „Łowcy głów”

Książkę kupiłam skuszona ceną, okładką i opisem historii na tyle. Mimo to, że jest krótka, nie udało mi się jej dokończyć. Nie zachwyciła mnie, wręcz znudziła i każde kolejne próby przeczytania choć kilku stron kończyły się zaśnięciem. Nie wiem czy ją dokończę. Na 219 stron dobrnęłam do 100.

Aleksandra Chrobak – „Beduinki na Instagramie”

Ciekawa opowieść z perspektywy Polki mieszkającej w Emiratach. Nietuzinkowe spostrzeżenia, ciekawostki, o których nie miało się pojęcia, zupełnie inne spojrzenie na tamtejszą kulturę. Przeczytałam 208 stron na 284. Książkę na pewno dokończę, bo porzuciłam ją bardzo niedawno na rzecz komiksu, który swoją drogą, był genialny!

Piotr C. – „Pokolenie Ikea”

Sięgnęłam po tą książkę tylko dlatego, że było o niej głośno i dlatego, że koleżanka, u której nocowałam miała ją w swojej kolekcji. Spokojnie ją dokończę. Na 187 stron przeczytałam 122.

I to już wszystkie pozycje. Może mam gdzieś jeszcze niedokończone książki, ale przeprowadzałam się tyle razy, że nie jestem w stanie określić ich pozycji. Jeśli jeszcze jakieś znajdę to dopiszę do listy. Albo nie : )

Na wyzwanie nie rzucę sobie dokończenia wszystkich w ciągu tygodnia, bo wiem, że tego nie zrobię, Chcę do następnego posta przeczytać 2 lub 3 (jeśli mi się uda).

Na pewno chcę dokończyć „Beduinki na Instagramie” oraz „Pokolenie Ikea”, ponieważ te dwie pozycje przerwałam naprawdę niedawno i powrót do nich to po prostu kontynuowanie czytania, więc będzie najlepiej. Spróbuję przeczytać jeszcze „Endgame”. Zobaczymy co z tego wyjdzie : )

Trzymajcie kciuki! W następną niedzielę podsumuję to wyzwanie i rzucę sobie następne.

Do następnego!

Reklamy

10 thoughts on “Zacznijmy! Wyzwanie #1 – niedoczytane książki.”

  1. Powiem Ci,że ja za Morfinę nie mogę się zabrać. Leży na półce, czytam recenzje i nie mogę wziąć. Może dlatego, że na trzy książki Twardocha żadna mi nie podeszła? Dziwny to pisarz.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Widzę że sporo pozycji rozgrzebanych….
    Nie wiem jak to u Ciebie wygląda, ale u mnie jak książka z gatunku tych „cięższych” i upłynie za dużo czasu od przerwania lektury bardzo trudno mi się zmusić do kontynuacji. Zresztą bardzo często się zdarza, iż nie bardzo pamiętam fabułę i muszę zaczynać od początku… (np. „Kroniki Jakubowe” zaczynałem od początku 3 razy).

    Niezbyt dobrze, że widziałaś ekranizacje „Hobbita” przed przeczytaniem oryginału – film jest mocno rozbudowany w stosunku do książki (w końcu scenarzyści z krótkiej opowieści zrobili 3 pełnometrażowe filmy) pododawali wiele „widowiskowych” scen, które w książce nie miały miejsca albo były wzmiankowane jednym zdaniem. Jedno trzeba przyznać – „Hobbit” jest napisany bardzo lekko i w dość zabawny sposób. Późniejsza trylogia Tolkiena to już zupełnie inna bajka, której czytanie wymaga dużo więcej skupienia i uwagi.
    Co do Twardocha to mam podobnie… facet niby ma bardzo sprawne pióro ale jak go czytam jestem zwyczajnie zmęczony. „Morfinę” akurat zmordowałem (w sensie dosłownym) bo ciekawiło mnie jak się skończy, ale „Dracha” już nie dałem rady i poddałem się mniej więcej w połowie… co ciekawe w ogóle mnie nie ciekawiło jak ta historia się skończy (co chyba niezbyt dobrze świadczy o tym dziele).
    „Pokolenie Ikea” jest warte do przejrzenia wyłącznie w aspekcie socjologicznym bo niby dziełko popełnione przed „naturszczyka” o kiepskim warsztacie pisarskim. Literacko bardzo uboga, rzekłbym nawet że prostacka – wiadomo seks i wulgaryzmy najlepiej się sprzedają. Chociaż niektóre obserwacje opisujące życie pracowników korpo wielce prawdziwe i zaskakująco filozoficzne. Tak do przeczytania i zapomnienia 🙂 .

    Polubione przez 1 osoba

  3. Tym się nie przejmuj – skup się na aktualnych zadaniach – lista niech rośnie, to przynajmniej znajdziesz dodatkową motywację aby dłużej żyć 🙂

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s